Wioska Świętego Mikołaja kontra broszura
Field notes

Wioska Świętego Mikołaja kontra broszura

To samo zdjęcie Wioski Świętego Mikołaja widziałem chyba z tuzin razy, zanim tam w ogóle dotarłem: śnieg jarzący się na niebiesko o zmierzchu, pojedynczy renifer stojący artystycznie przy latarni, dziecięca dłoń w rękawiczce wskazująca tabliczkę mówiącą, że jesteś na kole podbiegunowym północnym. Nikogo więcej w kadrze. Chcę wam powiedzieć, co naprawdę się wydarzyło, gdy wysiadłem z autobusu 8 km na północ od miasta w drugim tygodniu grudnia, bo nie było to to.

Był to parking. Duży, z autokarami z Rovaniemi, z Levi, z wycieczek jednodniowych ze statków wycieczkowych zwiezionych nie wiadomo skąd, wszystkie ustawione pod kątem, silniki na jałowym biegu, żeby kierowcy nie zmarzli, czekając. Wszedłem obok szeregu grup wycieczkowych liczonych przez przewodników trzymających ponumerowane tabliczki, i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem, nie był renifer z pocztówki. Była to kolejka.

Czego nie pokazują zdjęcia

Wioska Świętego Mikołaja to strukturalnie wioska handlowa. Drewniane budynki ustawione wokół centralnego placu, kilkanaście sklepów z pamiątkami, kilka kawiarni, poczta i biuro Mikołaja na samym końcu. To uczciwy opis i nie jest to krytyka — darmowa atrakcja, która działa cały rok, potrzebuje sposobu na opłacenie rachunku za prąd, a sklepy sprzedające kapcie z reniferowej skóry i szklane ozdoby są właśnie tym sposobem. Ale broszury wycinają sklepy z kadru i oświetlają pusty plac o błękitnej godzinie, a efektem jest oczekiwanie, które nie przetrwa kontaktu z rzeczywistym grudniowym popołudniem.

We wczesnym popołudniu w szczycie sezonu plac był pełny. Nie w sposób niewygodny, było miejsce, by się poruszać, ale pełny w taki sposób, w jaki pełny bywa każdy umiarkowanie popularny targ pod gołym niebem: ludzie fotografujący się nawzajem przy linii koła podbiegunowego, kolejka do zagrody na zdjęcie z reniferem, kolejna kolejka wijąca się z niskiego budynku z tabliczką “biuro Mikołaja”. Stałem w tej drugiej ponad 40 minut. Posuwa się krótkimi zrywami, gdy każda rodzina dostaje swoje kilka minut w środku, i nie ma sposobu, by wiedzieć dokładnie, w którym miejscu kolejki się jest, dopóki nie jest się blisko drzwi.

Chcę tu być uczciwy, bo najłatwiej byłoby napisać, że to naciągactwo i że lepiej to pominąć. Nie jest, i niekoniecznie powinieneś. Powiedziałbym raczej, że różnica między zdjęciem a miejscem to w całości kwestia gęstości tłumu, a gęstość tłumu to coś, co można zaplanować. Jeśli macie przeczytać jedną rzecz przed wyjazdem, niech to będzie kompletny przewodnik po Wiosce Świętego Mikołaja, a jeśli konkretnie chcecie uniknąć tego, w co ja wpadłem, przeczytajcie też tłumy w Rovaniemi w grudniu.

Kolejka i to, co jest po jej drugiej stronie

Oczekiwanie na Mikołaja zasługuje na osobne rozliczenie z prawdą. Stoi się w kolejce przechodzącej przez korytarz pokoi, posuwając się etapami, a gdy dociera się do samego spotkania, trwa ono kilka minut — na tyle długo, by odbyć krótką rozmowę, zrobić zdjęcie przez wewnętrznego fotografa i wyjść po drugiej stronie do sklepu sprzedającego to zdjęcie na kubku.

Jeśli spodziewacie się długiej, niespiesznej audiencji, będziecie rozczarowani. Jeśli spodziewacie się sprawnie zorganizowanej linii produkcyjnej z jednym naprawdę ciepłym momentem pośrodku, to jest bliżej temu, co dostaniecie. Więcej o tym, ile to naprawdę kosztuje i za co się płaci, napisałem w tekście spotkanie ze Świętym Mikołajem: prawdziwy koszt.

Oto część, która mnie zaskoczyła i którą zaliczyłbym do “wciąż działa mimo wszystko”: dzieci w tej kolejce nie nudziły się. Chłopiec przede mną, może pięcioletni, przez całe 40 minut ćwiczył, co powie Mikołajowi, dwukrotnie zmieniając zdanie i pytając ojca coraz bardziej pilnym szeptem, czy Mikołaj będzie pamiętał go z zeszłego roku. Cały cynizm, który zdążyłem w sobie zbudować, stojąc na parkingu autokarowym w kolejce, częściowo wyparował, gdy to obserwowałem. Komercyjna machina wokół tego miejsca jest prawdziwa, ale prawdziwe jest też to, co daje dziecku, które wciąż w to wierzy. Nie zamierzam udawać, że to nie ma znaczenia.

Rzeczy naprawdę darmowe i naprawdę fajne

Dwie rzeczy w wiosce nic nie kosztują i są warte zrobienia niezależnie od kolejki do biura Mikołaja. Sama linia koła podbiegunowego: pomalowany na ziemi pas z tabliczką, i owszem, to nieco umowna okazja do zdjęcia, ale stanie na rzeczywistej linii oddzielającej Arktykę od reszty świata jest małą, prawdziwą rzeczą, a nie sztucznie wykreowaną. Jeśli chcecie certyfikatu potwierdzającego przekroczenie linii, to płatny dodatek — szczegóły w przewodniku po certyfikacie linii koła podbiegunowego.

Drugą jest poczta. Można stąd wysłać kartkę do domu i dostać na nią stempel koła podbiegunowego, co jest miłą, tanią pamiątką, niewymagającą stania w żadnej kolejce. Jest osobna skrzynka “dostarcz na Boże Narodzenie”, jeśli chcecie, by kartka dotarła w sam dzień świąt, a nie zwykłą pocztą. Więcej szczegółów o obu opcjach znajdziecie w przewodniku po poczcie Świętego Mikołaja i stemplu koła podbiegunowego.

Nie mylcie tego z SantaPark

Jedną rzecz warto sobie wyjaśnić przed wyjazdem: Wioska Świętego Mikołaja to nie SantaPark. Wioska to darmowy, otwarty teren, który opisywałem. SantaPark to osobna, płatna atrakcja około 2 km dalej, zbudowana w jaskini wyrytej w skale, otwarta sezonowo, a nie cały rok. Ludzie mylą je bez przerwy przy planowaniu podróży, bo leżą blisko siebie i mają podobną nazwę. Jeśli zastanawiacie się, czy podziemna opcja jest warta dodatkowego biletu, odsyłam do przewodnika po SantaPark, zamiast próbować omówić oba miejsca tutaj — ten tekst jest o wiosce.

Co naprawdę powiedziałbym znajomemu

Jedźcie, ale jedźcie ze świadomością, co grudzień robi z tym miejscem. Jeśli macie elastyczne daty, wizyta w dzień powszedni poza sezonem — nawet w ciemniejszych miesiącach poza świętami — daje coś bliższego temu pustemu placowi ze zdjęcia, minus grubość śniegu. Jeśli grudzień to jedyna opcja, zaplanujcie więcej czasu, niż wam się wydaje potrzebne, zdecydujcie z góry, czy zdjęcie z Mikołajem jest na tyle ważne dla waszej rodziny, by na nie czekać w kolejce, i nie oczekujcie, że sam plac będzie kameralny.

Jeśli mieszkacie dalej, część turystów traktuje wioskę jako przystanek, a nie osobną wycieczkę:

jednodniowa wycieczka z przewodnikiem z Levi obejmująca lunch i czas w wiosce

łączy transport i jedzenie, co zdejmuje część logistyki z barków, jeśli nie mieszkacie w samym Rovaniemi.

Dla rodzin szukających czegoś spokojniejszego niż kolejka w wiosce, krótka

przejażdżka z psami husky i reniferami w pobliżu Rovaniemi

daje dzieciom kontakt ze zwierzętami bez tłumu i dobrze pasuje jako dodatek tego samego dnia. Jeśli wolelibyście spędzić wieczór z dala od parkingowo-autokarowej wersji Laponii, pełniejsze

wieczorne safari łączące psy husky, renifery i kolację przy ognisku poza miastem

to zupełnie inny rejestr doświadczenia, i warto się na nie zdecydować, jeśli wioska pozostawiła w was chęć na coś mniej wyreżyserowanego.

W bezchmurną noc

prywatne wycieczki w małej grupie na zorzę polarną

po zamknięciu wioski to, szczerze mówiąc, miejsce, gdzie prawdziwa magia Laponii, jakiej oczekiwałem z broszury, w końcu się pojawiła — nie na placu, ale nad ciemnym jeziorem godzinę później.

Praktycznie: sprawdźcie co rozczarowuje rodziny w Rovaniemi, zanim cokolwiek zarezerwujecie, żeby grudzień nie zaskoczył was tak jak mnie, i zajrzyjcie do atrakcji dla dzieci w Rovaniemi, żeby zaplanować coś wokół wizyty w wiosce. Jeśli zastanawiacie się, czy wioska zmieści się w krótkim wyjeździe, dwudniowa trasa po mieście i kole podbiegunowym to rozsądny szablon, a strona atrakcji Wioski Świętego Mikołaja wymienia to, co można zarezerwować na miejscu.

Jeszcze jedno warto przeczytać, zanim kupicie tam pamiątki: sklepy sprzedają mnóstwo przedmiotów “w stylu samskim”, które nie mają nic wspólnego z prawdziwym rzemiosłem Samów — zobaczcie pamiątki samskie: czego unikać — a jeśli chcecie prawdziwej wersji tej kultury, to wycieczka do Inari, a nie sklep przy linii koła podbiegunowego. Szerszy obraz świątecznego okresu daje Boże Narodzenie w Rovaniemi, które opisuje, co jeszcze wypełnia grudzień oprócz wioski.

Broszura właściwie nie kłamie. Po prostu pokazuje wam pięć pustych minut z sześciogodzinnego dnia, w jedynej porze roku, kiedy te minuty najtrudniej znaleźć.

Atrakcje w Wiosce Świętego Mikołaja na GetYourGuide

Sprawdzone wycieczki GetYourGuide z linkami bezpośrednimi. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.

GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, wykonane przez nas.